Oszuści udają kupców w internecie. Jak nie dać się nabrać?

informatyka śledcza Detektyw24Wystawiając na sprzedaż w internecie wartościowe rzeczy trzeba być wyjątkowo ostrożnym. Na internetowych aukcjach grasują oszuści, którzy wyszukują ogłoszenia o sprzedaży cennych przedmiotów i wysyłając fałszywe potwierdzenia dokonują oszustw internetowych.

Wystawiasz na portalu internetowym komputer, drogi telefon czy aparat fotograficzny. Na ogłoszenie niemal od razu odpowiadają dwie lub trzy osoby używając zagranicznych, zazwyczaj brytyjskich, numerów telefonów i bardzo słabą polszczyzną od razu chcą kupić oferowany sprzęt. Nie chcą się targować, nie negocjują ceny ani nawet nie dopytują o szczegóły. Bardzo szybko chcą przenieść korespondencję na maila lub komunikator internetowy. – To, co od razu powinno wzbudzić naszą czujność to brak dodatkowych pytań o sprzedawane przedmioty, brak nawet kurtuazyjnej negocjacji ceny. Kupujący od razu chce płacić, czasami nawet oferuje wyższą cenę niż wskazana w ogłoszeniu i prosi, aby jak najszybciej wycofać ofertę z publikacji – wyjaśnia Katarzyna Bracław, detektyw Lublin.

Czytaj także: przestępstwa w internecie – jak się bronić?

Ciężko jedno czasem o zimny osąd sytuacji, gdy bardzo szybko trafiamy na zdecydowanego kupca i oczyma wyobraźni już widzimy oferowane przez niego pieniądze wpływające na nasze konto. – I właśnie na to liczą oszuści. Naciskają na szybkie działanie i oferują oczekiwane przez nas pieniądze, a to sprawia, że często zatracamy racjonalny osąd sytuacji – mówi Józef z agencji detektywistycznej Detektyw24 Warszawa.

No dobrze, ale sama nawet nieco „podejrzana” oferta zakupu wystawionego przez nas na aukcji internetowej przedmiotu to jeszcze nie oszustwo. – Potencjalny kupiec prosi o wskazanie numeru konta i danych do przelewu, a po upływie dosłownie kilkunastu czy kilkudziesięciu minut na naszego maila lub numer telefonu trafia potwierdzenie przelewu. Zawsze z zagranicznego banku, ale dobrze znanego, co ma dodatkowo wzbudzić zaufanie – dodaje prywatny detektyw. 

Czytaj także: ile kosztuje wynajęcie detektywa?

Haczyk tkwi w tym, że przelew wskazany jest jako oczekujący z zaznaczeniem, że kupiec nie może wycofać wysłanych środków. – Kupujący mówi nam, że pieniądze trafią na nasze konto, kiedy podamy numer nadawczy paczki, w której wysłaliśmy zakupiony sprzęt. Transakcja wydaje się uczciwa – kupiec przesyła nam bankowe potwierdzenie przelewu, a my w zamian wysyłamy paczkę i przekazujemy numer śledzenia przesyłki – mówią detektywi.

I tu zaczyna się problem, bo potwierdzenie przelewu nie jest prawdziwe, a mail z banku został podrobiony. Sprzedany przedmiot został wysłany, a środki nie wpłynęły na nasze konto i nigdy nie wpłyną. I wówczas już wiemy, że padliśmy ofiarą tzw. oszustwa nigeryjskiego. Dlaczego nigeryjskiego? – Wskazany przez kupującego adres wysyłki to bardzo często Nigeria lub inne afrykańskie kraje, mimo, że kupujący kontaktują się zazwyczaj z Wielkiej Brytanii i to potwierdzenia przelewów z banków na Wyspach są fałszowane na potrzeby tego oszustwa – wyjaśnia prywatny detektyw.

Czytaj także: informatyka śledcza – dowody w cyberstalkingu

Tzw. oszustwa nigeryjskie znane są internautom od lat. Początkowo byli to afrykańscy książęta dzielący się swoim majątkiem lub dyplomaci działający w imieniu tajemniczych spadkodawców. Mechanizm oszustwa się zmienia, ale to, co pozostaje bez zmian to sygnały jakie powinny wzbudzić naszą czujność. Są to:

  • naciskanie na szybkie przeniesienie kontaktu poza portal aukcyjny;
  • mechaniczna polszczyzna z translatora (nie zawsze słaba znajomość języka polskiego to znak oszustwa – pamiętajmy o obcokrajowcach mieszkających w Polsce);
  • prośba o wysyłkę produktu za granicę;
  • oferowanie wyższej ceny niż wystawiona na aukcji.

„Namierzenie” takiego oszustwa po fakcie jest bardzo trudne dlatego sprzedając w internecie, zwłaszcza wartościowe przedmioty, trzeba zachować wzmożoną czujność.

Czytaj także

stalkingStalking w internecie – jak się bronić?

Coraz częściej przestępstwo stalkingu przenosi się do internetu, a stalkerzy nękają swoje ofiary za pośrednictwem portali społecznościowych, poczty internetowej czy telefonów.

Czytaj więcej…